greenbiznes.pl, wykorzystuje pliki cookies, m.in. w celach statystycznych, reklamowych i dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Możesz zmienić ustawienia służące do obsługi cookies w przeglądarce internetowej. Jeśli kontynuujesz przeglądanie naszych stron bez zmian tych ustawień, przyjmujemy, że wyrażasz zgodę na użycie tych plików.By dowiedziec sie wiecej o naszej polityce, mozesz sprawdzic nasz regulamin.

Epicka porażka

Komentatorzy są dość zgodni. Szczyt Rio +20 zakończył się porażką. Trzeba jednak przyznać, że niewielu miało wysokie oczekiwania co do tej konferencji, szczególnie po tym jak została zignorowana przez światowych liderów, a sam Ban Ki-Moon podczas otwarcia szczytu przyznał, że wynik projektu jest "rozczarowujący" z powodu sprzecznych interesów państw członkowskich. Szczyt Ziemi w Rio 1992 roku był pod wieloma względami konferencją przełomową. Obecny zakończył się daleko od (i tak niewielkich) oczekiwań. Ale czy można mówić o kompletnej klapie?

Konferencja ONZ w sprawie Zrównoważonego Rozwoju (UNCSD) w Rio de Janeiro (popularne Rio +20) zgromadziła światowych przywódców, urzędników państwowych, przedstawicieli organizacji pozarządowych i sektora prywatnego poszukujących najlepszych sposobów dojścia do "zielonej gospodarki", likwidacji ubóstwa i zrównoważonego rozwoju.

Konferencja Rio +20 została zwołana w 20 rocznicę Konferencji ONZ ds. Środowiska i Zrównoważonego Rozwoju, słynnego Szczytu Ziemi, gdzie światowi przywódcy przyjęli Agendę 21 - plan ochrony środowiska, wzrostu gospodarczego i sprawiedliwości społecznej dla 21 wieku. Poza Agendą 21, delegaci podpisali kilka ważnych traktatów międzynarodowych, takich jak Konwencja o Różnorodności Biologicznej. Dwadzieścia lat później, efekt tych rozmów jest więcej niż skromny. Przykładem są emisje gazów cieplarnianych, które od 1990 roku wzrosły aż o 50 procent. W zeszłym roku, emisja dwutlenku węgla wzrosła po raz kolejny o 3,2 procent, do blisko 32 mld ton, co stanowi najwyższy poziom notowany przez Międzynarodową Agencję Energii (IEA). To właśnie takie alarmujące dane spowodowały chęć ponownego zebrania i ustalenie nowej koncepcji działań.

Porównanie konferencji z 1992 i 2012 r. nie jest przypadkowe. W 1992 roku przedstawiciele biznesu byli w zdecydowanej mniejszości i tak naprawdę nie byli zainteresowani wynikami. Panował pogląd, że sprawy omawiane w Rio były błahe, a jeżeli coś jest do zrobienia, to jedynie przez rządy.

Obecna konferencja była wyjątkowa. Do Brazylii przyjechało ponad 1000 przedstawicieli firm, by rozmawiać o nowych rozwiązaniach mających na celu chronić zasoby, które są potrzebne wszystkim do prawidłowego funkcjonowania. Tymczasem zawiedli przywódcy polityczni. Zauważalna była nieobecność prezydenta USA Baracka Obamy, brytyjskiego premiera David Camerona i kanclerz Niemiec Angeli Merkel. Świadczy to o przedkładaniu bieżącej polityki nad długofalowe myślenie.

„The Future We Want” ?

Po miesiącach spędzonych na negocjacjach, powstał dokument końcowy „The Future We Want”. Rozwodniony prawie do nicości. Jest on próbą zwrócenia uwagi na najbardziej palące zagadnienia obecnego rozwoju, począwszy od bezpieczeństwa żywnościowego i likwidacji ubóstwa do problemów małych państw rozwijających się. Jednak nadzieje, by rozwiązać wszystkie te problemy z poszanowaniem „wspólnych, ale zróżnicowanych obowiązków", oraz bycie "skupionym na człowieku, stwarzając możliwości i korzyści dla wszystkich obywateli i wszystkich krajów " wydają się zbytnio ślizgać po powierzchni zbyt dużej ilości problemów - kosztem głębokości.

Na uwagę zasługuje język, świadczący o tym, że jest to dokument w wysokim stopniu deklaratywny. Wielokrotnie pojawiają się słowa i sformułowania "potwierdza", "przyznaje", "podkreśla," czy  "zdecydowanie wzywa”.  Bardzo mało jest słowa "zobowiązuje". Niestety nie znalazło się w nim także, kilka istotnych zobowiązań do realizacji celów takich jak choćby ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Nie znalazł się także inny ważny postulat o ustanowienie 30 miliardów dolarów funduszu dla zrównoważonych działań ekologicznych w krajach rozwijających się. Zamiast tego, powzięto obietnicę o zwiększeniu środków finansowych na ten cel, ale szczegóły zostały pozostawione do przyszłych dyskusji.

Taki skonstruowany dokument nie został przychylnie przyjęty. Greenpeace odrzucił 56-stronicową dokument określając go jako żałosny, a sam szczyt  "epicką porażką”. Także WWF określił  dokument "mniej niż zadowalającym z każdego punktu widzenia".

Biznes na czele

O ile Rio +20 pokazało kryzys światowego przywództwa, o tyle można powiedzieć, że pokazane przez firmy zaangażowanie podczas szczytu wskazuje na to, że to właśnie biznes będzie przodownikiem zmian. Peter Bakker, prezes WBCSD, uważa nawet, że ​​sektor przedsiębiorstw ma obecnie najlepszą okazję do ocalenia świata. Wyraźnie widać, że pojawiła się nowa grupa menadżerów którzy rozumieją długofalowe wyzwania stojące przed zarządzanymi przez siebie firmami i rozumieją, że te wyzwania zbiegają się z tymi stojącymi przed całą planetą.

Podczas Rio +20 mieliśmy szereg przykładów zaangażowania firm w zrównoważone inicjatywy. Paul Polman, prezes Unilever, osobiście lobbował rządzących G20 i G77 o wsparcie wprowadzenia globalnego zestawu zintegrowanych celów zrównoważonego rozwoju prowadzących do skoordynowanej polityki rządu opartej na stabilności i wzroście. Gigant ubezpieczeniowy Aviva przewodzi koalicji instytucji finansowych lobbujących państwa członkowskie ONZ do wprowadzenia dla dużych przedsiębiorstw obowiązkowego zintegrowanego raportowania zrównoważonego rozwoju obok tradycyjnych danych finansowych. Asda, Philips, Sky, PepsiCo i inni narzekali, że rząd Wielkiej Brytanii był zbyt wolno wprowadza obowiązkową sprawozdawczość emisji dwutlenku węgla (z sukcesem: rząd brytyjski ogłosił że wprowadzi prawo zmuszające spółki notowane na London Stock Exchange do publikacji wszystkich szczegółów dotyczących emisji gazów cieplarnianych). Puma, Mars, Rabobank i Standard Chartered lobbowali wśród rządów krajowych, o wprowadzenie alternatywnych do PKB, bardziej kompleksowych, mierników krajowego postępu, dobrobytu i kapitału naturalnego.

Działania zapowiedziały branże produkcyjna, energetyczna, finansowa i ubezpieczeniowa. Osiem z największych na świecie banków rozwoju ogłosiło przeznaczenie 175 miliardów dolarów na inicjatywę wspierającą zielone autobusy, pociągi i ścieżki rowerowe, prezesi 45 największych firm w tym PepsiCo, The Coca-Cola Company i Royal Dutch Shell zgodzili się wyznaczyć sobie cele efektywności wodnej i gospodarki wodno-ściekowej, a rząd USA stworzył partnerstwo z 400 firmami, członkami Forum Towarów Konsumpcyjnych, którego celem będzie osiągnięcie zerowego wylesiania w swoich łańcuchach dostaw w roku 2020.

Oddzielne od głównych negocjacji, także poszczególne kraje dokonały pewnych zobowiązań. Warto wspomnieć o Malediwach, które ogłosiły, że wszystkie z 1192 wysp będzie morskim rezerwatem do 2017 roku, czy prezydenta Mozambiku, który przedstawił krajowy plan zastosowania zasad zielonej gospodarki do rozwoju miast, rolnictwa i źródeł energii.

Ostrożny optymizm

Tegoroczny szczyt w Rio pokazał, że dla rządów nie ma obecnie nic ważniejszego jak światowy kryzys finansowy. To on jest wyznacznikiem wszelkich działań, to on skupia na sobie uwagę globalnych liderów. I nie są ich w stanie przekonać alarmujące dane dotyczące zanieczyszczeń planety ani niezrównoważony rozwój społeczny. Komentatorzy są jednak zgodni, że pomimo „epickiej porażki” szczytu, był on potrzebny. Pokazał kierunki w jakich powinien zmierzać rozwój gospodarczy i społeczny naszej Planety oraz fakt, że biznes jest gotowy do wspierania zmian w tym zakresie.

Konkluzja może być jedna: następna tego typu konferencja powinna przynieść więcej rezultatów i powinna się odbyć wcześniej niż za 20 lat. Po prostu może być już za późno.

Marek Gnap

Ostatnio zmienianywtorek, 11 wrzesień 2012 08:11

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.